19 września 2014

Spodnie z jeansu i ich drugie życie.

A tutaj kolejne wykopane z zakamarków zdjęcia.
Pojemnik na ........... wykonany z markowych spodni prawie nowych bo za szybko przytyłam.
Teraz schudłam ale już nie ma spodni.

 Może służy jako osłonka na donicę. Tego nie wiem.
Z drugiej nogawki tzw. saszetka - nerkówka.
 

Prezent dla pana muzyka.

Odpoczywam sobie od kilku dni i dużo ćwiczę, leżę a przy okazji szperam w plikach ze zdjęciami i co rusz znajduję jakieś nowe aczkolwiek już przeterminowane.
Swego czasu robiłam całkowicie spersonalizowaną kartkę z gratulacjami dla mężczyzny.
Wydrukowane zdjęcie przykleiłam na sklejce i postarzyłam, przytłumiłam i spękałam a na koniec prysnęłam lakierem z efektem diamentu.
Na odwrocie są piękne życzenia z głębi serca płynące, ułożone przez osobę zamawiającą.


A tak wyglądała w opakowaniu.

We wnętrzu tutki ukryłam klucz wiolinowy bo to były gratulacje dla muzyka.

14 września 2014

Weselisko w górach

Znajoma wybierała się na góralskie wesele. Poprosiła o zapakowanie prezentu w tonacji dopasowanej do kreacji. Trochę tiulu koloru butelkowej zieleni, kwiaty z papieru zielono - srebrne i gotowy. Jednak wydawał się czymś przytłoczony, ciężki.
Usunęłam kokardę i odzyskał lekkość, ale zdjęcia nie zrobiłam i musicie uwierzyć w moje słowo.

 Dorobiłam też dekorację do kartki z życzeniami.


 A oto upominek dla koleżanki u której zatrzymywała się na nocleg ( zdradzę sekret - to nie książki to właśnie takie wymyśliłam opakowanie )
No i koniec, więcej fotek nie mam.


Minął miesiąc....

Pogoda cudowna, wymarzona na późne lato. Grzyby rosną, pomidory też a ja bezustannie przetwarzam.W  wolnej chwili przetworzyłam tasiemki i wyszły takie tam ozdoby na rękę i na głowę.


Mało teraz tutaj bywam ale codziennie coś robotkuję.

09 sierpnia 2014

Torby, siatki uszyte

Miniony tydzień spędziłam bardzo roboczo. Przetwory, bieganie po lekarzach, przerabianie ciuszków maszynowe i ręczne, gotowanie obiadków i sama już nie wiem co, to jeszcze znalazłam czas na sprawienie sobie prezentu, uszyłam dwie torby.
Taki tam komplecik z przeznaczeniem na aqua gym. 
Do mniejszej będę wkładała i zabierała z sobą bezpośrednio na basen dokumenty, ręczniki, kluczyki aby nie zostawiać w szafce w szatni a większa jest zbiorcza, pomieści ubrania i tę mniejszą.
Materiał to  wynaleziony w czeluściach, kupon szarego ortalionu z bardzo dawnych lat, kokardy zrobiłam  z mojej własnej i nie wiem dlaczego ( bo ja przecież tak malutko jem) mocno przyciasnej bluzki.
Mąż zażyczył sobie taki na szelkach, plecaczek i bez kokardy koniecznie ma być. Rozbawił mnie bardzo tym stwierdzeniem, ale już się zabrałam, poczyniłam zakupy taśmy i sznurka, będzie na dniach.


Kolejne podkładki i zakładka to też efekt minionego tygodnia.

A to ciekawski trzpiot Ronnie.
 A to słodziutka, delikatna przytulanka Layla.
Tak trudno sfotografować je razem. Pojedyńczo też niełatwo, ale jakoś upolowałam chociaż Lalunia już wymykała się.
Imiona, które nadałam moim pieskom pasują doskonale do ich osobowości a raczej psiego charakteru.
Ronnie to dobry przywódca a Lajka to ciemna piękność.
 I tak jest. Lajka z brzydkiego kaczątka stała się księżniczką.
Ron czasami bywa Stefkiem Burczymuchą , taki odważny zuch że hoho, ale jak otwieram szafkę, żeby sięgnąć miseczkę do wody i umyć im oczy to zmyka i chowa się w kąt
( na szczęście znamy jego schowki ). Natomiast atakuje psy i to dużo większe a najbardziej nie lubi białych. Każdy biały to wróg i nieważne czy to pies czy suka. 
Idę się potulić z moimi futrzakami. Cudowne uczucie. Żywe, małe ruszające się zwierzaczki zawsze skoro do zabawy i przytulasów.

Ogórek kwaszony, kalafior marynowany, frużelina porzeczkowa itp, itd..........

Wpadłam na dobre. Zaczęłam w czerwcu od konfitury z truskawek i potem długo, długo nic, no takie tam słoiki ogóreczków kiszonych na zaraz na teraz zjadane na bieżąco. A w piątek rano wybrałam się na ryneczek po zakupy i co z tego wynikło?
Mam kalafior marynowany
ogórki kwaszone
frużelina z czerwonej porzeczki i kompot z jabłuszek, które podarowała mi znajoma z własnego ogródka
Jabłka są pociachane bo to papierówki, miały plamki na skórce no i wewnątrz lokatorów, których oczywiście musiałam usunąć bo nie przepadam za takim białkiem.
Wzięło mnie na dobre. Zaplanowałam już sobie robotę, będą gruszki w syropie i powidła śliwkowe. Zależy mi też na owocach pigwy, które postaram się upolować tego roku. Niestety, wiśnie zniknęły ze straganów ale nawet dobrze bo nie mam drylownicy, którą  mam zamiar sobie kupić, żeby przestać omijać wisienki. Potem pomidory, jabłka, papryka i ukiszę tej jesieni kapustę, którą osobiście bardzo lubię, mogę ją jeść codziennie kiedy już nadejdzie zima a zdarza mi się kupić zakwaszoną czymś tam a nie prawdziwie ukiszoną.

06 sierpnia 2014

Następna porcja z masy

Nareszcie ochłodzenie, delikatne ale już odczuwalne na naszym poddaszu.
Zaraz też nabrałam ochoty do jakiejś roboty. Dziś pierwsze miejsce zajęła frużelina z czerwonej porzeczki i truskawek, które o dziwo można jeszcze kupić na naszym ryneczku i to z naszych lokalnych ziem.
Będzie jak znalazł na zimowy czas.
Wynalazłam też przy okazji szperania w telefonie zdjęcia następnej porcji półproduktów przeznaczonych do dalszego wykończenia i dekoracji. Mam nadzieję, że będą niezłą frajdą dla dziecięcych, malutkich rączek. 


Następne przedmioty zrobię z zimnej porcelany, będą drobniejsze, delikatniejsze, zabarwione kolorem już w trakcie wyrabiania masy, bez potrzeby dalszego malowania.
A teraz myk do garów i do maszyny do szycia.
Bo oprócz tego co wyżej to szyję dziś jeszcze sobie torbę taką nieprzemakalną, na pływalnię i inne gimnastyczne i solne przyjemności.
Do tego jak zwykle przerabiam znajomej ciuszki z większych na mniejsze.
I tak czas mija, pędzi, leci.
 Dzień kończy się za wcześnie.

Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)

 Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...