09 sierpnia 2014

Torby, siatki uszyte

Miniony tydzień spędziłam bardzo roboczo. Przetwory, bieganie po lekarzach, przerabianie ciuszków maszynowe i ręczne, gotowanie obiadków i sama już nie wiem co, to jeszcze znalazłam czas na sprawienie sobie prezentu, uszyłam dwie torby.
Taki tam komplecik z przeznaczeniem na aqua gym. 
Do mniejszej będę wkładała i zabierała z sobą bezpośrednio na basen dokumenty, ręczniki, kluczyki aby nie zostawiać w szafce w szatni a większa jest zbiorcza, pomieści ubrania i tę mniejszą.
Materiał to  wynaleziony w czeluściach, kupon szarego ortalionu z bardzo dawnych lat, kokardy zrobiłam  z mojej własnej i nie wiem dlaczego ( bo ja przecież tak malutko jem) mocno przyciasnej bluzki.
Mąż zażyczył sobie taki na szelkach, plecaczek i bez kokardy koniecznie ma być. Rozbawił mnie bardzo tym stwierdzeniem, ale już się zabrałam, poczyniłam zakupy taśmy i sznurka, będzie na dniach.


Kolejne podkładki i zakładka to też efekt minionego tygodnia.

A to ciekawski trzpiot Ronnie.
 A to słodziutka, delikatna przytulanka Layla.
Tak trudno sfotografować je razem. Pojedyńczo też niełatwo, ale jakoś upolowałam chociaż Lalunia już wymykała się.
Imiona, które nadałam moim pieskom pasują doskonale do ich osobowości a raczej psiego charakteru.
Ronnie to dobry przywódca a Lajka to ciemna piękność.
 I tak jest. Lajka z brzydkiego kaczątka stała się księżniczką.
Ron czasami bywa Stefkiem Burczymuchą , taki odważny zuch że hoho, ale jak otwieram szafkę, żeby sięgnąć miseczkę do wody i umyć im oczy to zmyka i chowa się w kąt
( na szczęście znamy jego schowki ). Natomiast atakuje psy i to dużo większe a najbardziej nie lubi białych. Każdy biały to wróg i nieważne czy to pies czy suka. 
Idę się potulić z moimi futrzakami. Cudowne uczucie. Żywe, małe ruszające się zwierzaczki zawsze skoro do zabawy i przytulasów.

Ogórek kwaszony, kalafior marynowany, frużelina porzeczkowa itp, itd..........

Wpadłam na dobre. Zaczęłam w czerwcu od konfitury z truskawek i potem długo, długo nic, no takie tam słoiki ogóreczków kiszonych na zaraz na teraz zjadane na bieżąco. A w piątek rano wybrałam się na ryneczek po zakupy i co z tego wynikło?
Mam kalafior marynowany
ogórki kwaszone
frużelina z czerwonej porzeczki i kompot z jabłuszek, które podarowała mi znajoma z własnego ogródka
Jabłka są pociachane bo to papierówki, miały plamki na skórce no i wewnątrz lokatorów, których oczywiście musiałam usunąć bo nie przepadam za takim białkiem.
Wzięło mnie na dobre. Zaplanowałam już sobie robotę, będą gruszki w syropie i powidła śliwkowe. Zależy mi też na owocach pigwy, które postaram się upolować tego roku. Niestety, wiśnie zniknęły ze straganów ale nawet dobrze bo nie mam drylownicy, którą  mam zamiar sobie kupić, żeby przestać omijać wisienki. Potem pomidory, jabłka, papryka i ukiszę tej jesieni kapustę, którą osobiście bardzo lubię, mogę ją jeść codziennie kiedy już nadejdzie zima a zdarza mi się kupić zakwaszoną czymś tam a nie prawdziwie ukiszoną.

Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)

 Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...