Zdjęcie koszyczka zrobionego z włóczki więcej niż trzydziestoletniej.
W pierwszej kolejności zrobiłam gruby sznur a właściwie z trzech nitek szydełkiem łańcuch a potem obrabiałam i łączyłam i tak powstał ten różowiutki koszyczek.
Włóczka została wreszcie wykorzystana i nie zalega w pudle.
Kiedyś była modna bo była jedyna na naszym rynku, robiliśmy swetry, czapki i szale z tego tzw bucle.
Były bardzo grube, puszyste i ciepłe. Ja jednak nie mogłam tych wyrobów nosić.
Tyle było w tym jakiejś sztuczności, że ciarki ciągle po mnie latały.
A to etykieta tego cudaka.
A tu z innej beczki. Koszyczki po metamorfozie.
Kilka miesięcy temu odnowiłam już niechciane i nielubiane koszyczki.
Farba, serwetki, lakier, troszkę pracy i mam znowu coś nowego, niepowtarzalnego.


