13 marca 2014

Recycling puszek.

A dziś kolejna odsłona puszek. Recycling. 
Jestem bardzo ciekawa jak w zwykłym  użytkowaniu się sprawdzą.
 Ja w swoich przechowuję cukier, mąkę, bułkę tartą i ryż. Akurat kilogram się mieści i pozostaje jeszcze zapas na jakieś łopatki czy łyżki do nabierania.
Znajoma przechowuje pierniki i ciastka.
Ich pierwotne przeznaczenie to mleko w proszku dla niemowląt więc  nie powinny korodować i dlatego wnętrza puszek nie pokrywałam żadną powłoką a zewnętrzna warstwa jako pierwsza to antykorozyjna a dopiero potem właściwa farba.


W efekcie końcowym a nie bardzo widocznym na zdjęciach to one wyglądają jak ceramiczne.
Mam też puszki do długiego makaronu i powoli już obmyślam plan na ich przyozdobienie.
 
A teraz czeka mnie kolejne wielkie wyzwanie. Będę ozdabiała szklane kokilki do przystawek. Zakupiłam już dziś potrzebny asortyment a teraz czekam na konkretny projekt a może tylko myśl przyszłej właścicielki. Pokażę jak skończę przed i po zdobieniu.
 
Teraz pragnę wszystkich pozdrowić i życzyć dobrej nocki. Następny dzień niedługo nadejdzie i muszę wypocząć. Maszerowałam dziś kilka kilometrów z kijami i jutro raniutko też wyruszam  hihihi.....na kijkach   Moja sprawność zadziwia mnie samą. Rower stacjonarny, kije, gimnastyka i na swoje 6 piętro wchodzę bez zadyszki, ba nawet nie czuję, że tak wysoko weszłam.

10 marca 2014

Kurczaki, zające, ptaszki...

Dzień dobry w ten słoneczny i cieplutki dzień. 
Mamy dziś 15 stopni w plusie i to w cieniu.
 Nasze psy już czują wiosnę, wesolutkie ponaglają do wyjścia, zachęcają do zabawy są bardziej skore do psot niż zwykle.

A tutaj przedstawiam uszyty i uszydełkowany własnymi moimi rękami przychówek.



Pozostały mi jeszcze do wypchania zające brązowe, żółte i różowe. 
Wpadłam na pomysł, że w tym roku będę wysyłała życzenia świąteczne na bilecikach dołączonych do zajęcy.

Wczorajszy, niedzielny dzień spędziliśmy na kilkugodzinnym spacerze. 
Dopingowaliśmy uczestnikom wyścigu rowerowego w Poznaniu na Winogradach. 

 Chciałabym w końcu pokazać zdjęcia naszych psiaków ale nie da się ich sfotografować, 
nie mamy na nie sposobu.



Mąż dzielnie walczył z aparatem i klękał i kładł się na trawie i nic. 
Za każdym razem zdążyły się odwrócić. 
W końcu przytrzymałam je no i mamy..........hi hi  uwiecznione ich mordki, noski i oczka. 
Dlaczego tak unikają fotografowania. Często się zastanawiam czy inni mają ten sam problem i jak sobie z tym radzą?
Cudowne, kochane, słodziaki nasze.

08 marca 2014

Kuferki na Dzień Kobiet

Witam słonecznie w ten piękny aczkolwiek prawie już miniony dzień życzeń od samego rana.
 Przez niektórych zapomniany, przez innych niechciany, nielubiany lub ignorowany. Ale jest i pozostanie. 
I ja też życzę paniom małym i dużym wszystkiego co najlepsze.
Wiosna, wiosna a mnie w nosie kręci, oczy łzawią i kaszel nadal nie odpuszcza. Jutro planuję długi spacer i albo w jedną albo w drugą stronę moje przeziębienie ruszy bo mam już dość. Nawet mi robota nie idzie przez to ciągłe psikanie.
Prezentuję dziś wykończone wreszcie kuferki dla dziewczynek i podarowane już.
Pożegnam się i pójdę do łóżka grzać swoje zatoki.

05 marca 2014

Odwołanie

Po długim namyśle napisałam w końcu odwołanie do ZUS i zaniosłam.
Uff, a co warto próbować. 

Jestem bardzo mocno przeziębiona  i pewnie dalsze leczenie zakończy się antybiotykiem bo trwa to już kilka dni i żadnej poprawy. W przyszły poniedziałek raniutko powinnam być w szpitalu. Tym razem noga i żylaki miały być poddane zabiegowi. Dziś rozmawiałam z lekarzem i przesunął mi operację na kwiecień. Mam się wykurować. Ech, byłoby po wszystkim a tak znowu czekanie. 
Już myślałam, że zwyciężyłam  ale jednak nie, jednak  pyłki nadal rządzą moim życiem. Zimą jakoś szybko przechodzi ale wiosenne przeziębienia to katorga, trzyma się mnie zawsze długo i mocno.
Idę się położyć i wygrzewać swoje obolałe ciało.

03 marca 2014

Orkiszowe Pola.

Od jakiegoś czasu interesuje mnie Kuchnia Pięciu Przemian. Dużą rolę odgrywają tutaj Orkiszowe Pola z Podolan. Często sięgam po broszury i ich przepisy, których dostarcza mi moja młodziutka koleżanka. Coraz więcej zgłębiam wiedzę w tym temacie. 
Od dawna już piekę chleb i robię makaron z ciemnej mąki, jogurt i twaróg, ser smażony i wiele przetworów. Zajadam się plonami z rodzimych pól i ogrodów i kiełkami własnej produkcji.
Mój mąż nie przepada za takim jadłem. Właśnie suszę dla niego szynkę, lubi mięcho, szynę, kiełbachę aczkolwiek dla urozmaicenia  też zje właśnie taki inaczej przygotowany posiłek.
A tak dziękuje po zjedzonym dziwnym jedzonku - hm, nawet smaczne, dziękuję,  ale nie bardzo mi smakuje. Jutro chętnie zjem coś normalnego.
Dobre co? Uprzejmie i grzecznie broni się. Hihihi. Uwielbiam te słowa.

Hellou kitty

Witam moi mili. Nie było mnie tutaj kilka dni ,ale nie leniuchowałam. Usilnie szukam pracy, ogłaszam się na portalach i wyszukuję i piszę i wysyłam CV i nic. 
Zaczęłam też dużo naraz robótek jak to zwykle u mnie bywa i nic jeszcze nie wykończyłam. A tym trzeba dorobić dziubki i grzebienie, tamtym koraliki  a tutaj może trawkę i koroneczkę doszyć a te puszki to jeszcze kilka warstw lakieru wymagają. Szafkę i krzesło to tak jakbym pieszczotami obsypywała bo ciągle coś poprawiam.
Dziś mogę się pochwalić tylko tą słodką, maleńką torebeczką, którą wydziergałam szydełkiem dość dawno temu.
Znalazła wtedy wnusię - właścicielkę a ja dopiero teraz odnalazłam to zdjęcie.
Tak to czasami bywa, że diabeł ogonem nakryje i nie ma. A po czasie nagle znajdujemy.
Uszyłam wtedy też kota - przytulankę ale to zdjęcie zupełnie się zwinęło i chyba wyparowało. 
Malutka wtedy Maja akurat uwielbiała hellou kitty. Teraz są księżniczki na topie i siostra Pola już jest i muszę coś dla obu wymyślić. No śmigam do moich zajęcy. Pa i do zobaczyska.

27 lutego 2014

Tłusty czwartek

Dziś jest u nas naprawdę tłusto. Usmażyłam oponki serowe i malusie pączki serowe. Zmodyfikowałam przepis tak aby diabetyk mógł nieco skosztować a raczej nieco więcej. Nie dodałam do wewnątrz śmietany, cukru oraz umniejszyłam ilość masła. Nie polałam lukrem ani nie posypałam pudrem. Mąż wpychał z powidłami i konfiturami a ja....no cóż, takie jak widać. 

Teraz to nawet budyń i kisiel niesłodzony jest dla mnie zjadliwy a jeszcze do niedawna nie jadłabym tego. Mus to mus, jak trzeba to trzeba. 
Jednak czasami coś mnie bardzo ciągnie i wtedy wymyślam. I tak było kilka dni temu. Dostałam apetyt na rodzynki w czekoladzie. I co? Nie kupiłam, o nie. Zrobiłam domową polewę czekoladową bez cukru i zatopiłam w niej śliwki suszone, rodzynki i wiśnie, które wcześniej były zalane wódką. 
Słodkie było toto coś bardzo ale tylko od samych owoców. Pychota.
No dosyć już chyba tego obżarstwa. Teraz żegnam się i pewnie zjem (nie) jedną jeszcze oponkę i zabieram się za moją kurczakowo-zajęczo-jajeczną rodzinkę. Muszę im dziubki, oczki, nóżki, uszki dorobić, i jeszcze pewnie coś tam wykończyć, udekorować i fotkę pstryknąć no i pochwalić się tutaj.

A oto mój zmodyfikowany przepis na oponki:

250 g sera chudego
350 g mąki tortowej
2 żółtka ( z białek będą bezy)
2 łyżki czubate tak ok 20 g masła
łyżeczka sody
szczypta soli
Zagniotłam, wyrobiłam, rozwałkowałam, wycięłam, usmażyłam w głębokim oleju, odsączyłam na papierze. Gotowe. Można jeść ale można też przedtem posypać cukrem pudrem lub polukrować.

Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)

 Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...