27 sierpnia 2013

Zaproszenia jubileuszowe

Ostatnie dwa dni robiłam zaproszenia na uroczyste obchody 90-tych urodzin, kilka w tonacji beżu i brązu a kilka granatowo-niebieskich. Wierszyki i treść do tych zaproszeń wydrukowałam na swojej atramentówce z której wiadomo jak druk wygląda no ale tylko taką mam. Jeszcze 3 szt muszę dorobić a potem zabieram się za kartkę z życzeniami ślubnymi i prezent ślubny dla znajomej. Niestety dziś już nie mogłam dalej robotkować bo o godz. 20,30   zrobiło się ciemno a przy sztucznym świetle oczy mnie szczypią . 
Za to wykąpałam moje psiaki, które po szalonych biegach i wytrząsaniu z włosów mikroskopijnych resztek wody, zadowolone zagrzebały się w koce. 
Jutro wkleję zdjęcia a teraz idę do kuchni zająć się pomidorami  przeznaczonymi na przepyszny przecier pomidorowy. Zimą przecier pomidorowy dodany do sosu lub zupy to tak jakby wspomnienie minionego lata.  I ten zapach w kuchni i ten smak i zmysły już działają.
 

25 sierpnia 2013

Lusowo BLusowo

I byliśmy tam my i wielu innych chociaż mogło być dużo dużo więcej osób. Myślę, że za mało reklamy. My jesteśmy fanami Radio Merkury, słuchamy codziennie i prawie całe dni to też wiemy co się dzieje na naszym podwórku, na innych stacjach to pewnie nie mówią o takich lokalnych wydarzeniach.

Dziś w południe byliśmy na Starym Rynku, Ponad dwieście gitar zagrało jednocześnie i mali i starsi i młodzi.
Szkoda, że tylko jeden utwór bo grali pięknie.

Rodzinka w komplecie Layla, Ronnie i mąż Zbyszek. Zaraz ruszamy nad Wartę.
I tutaj Ronnie pobiegał bez smyczy. Layla jak ją wolno puściliśmy.to szła przed siebie z opuszczoną głową i nie reagowała na nasze wołanie. Zaczekamy do przyszłego roku, nie możemy ryzykować, za krótko jest u nas. Nie wyobrażamy sobie utraty któregoś z nich. 
Spacerek i wyprawa rowerowa wymęczyła zwierzaki i śpią już dosyć twardo tak od 17-tej. 
                        Mąż w pracy a ja wymyślam zaproszenia. Papier i dodatki już mam i wzór wybrany też ale coś mi jeszcze lata po głowie i już wykonałam próbę ale nie wyszło. Jutro rano ponowię teraz już jest ciemno a i mój wzrok już nie ten.......... 
Jesień nadchodzi wielkimi krokami. Może będzie Złota Polska?

24 sierpnia 2013

Taca i wieszaki decoupage

Przedstawiam drugą tacę i wieszaki które pojechały do Włoch. Tacę i wieszaki ozdobiłam ją metodą serwetkową. Serwetka na tacy miała fakturę tkaniny i ja pobawiłam się pędzlem i lakierem tak, że też uzyskałam efekt tkaniny. Splot zupełnie jak w szarym płótnie. Niesamowity efekt.


Te wieszaki również pojechały do Włoch

Lusowo BLusowo

                  Pędzę przygotować obiad dla męża i siebie i "źwierzynę" do wyjścia. Jedziemy dziś do Lusowa na BLusowo.Tam też odwiedzimy cmentarz i grób rodziny mojego męża, posprzątamy, zapalimy znicze i potem już muzycznie i BLusowo.
                  Oczywiście nasi nieodłączni towarzysze z nami. Pierwotny projekt był taki, że dokupimy Ronowi towarzyszkę i będą zostawać w domu ale teraz, kiedy już jest towarzyszka to tak jakoś nie możemy a raczej nie potrafimy i nie chcemy ich zostawić, wszędzie je ze sobą zabieramy. I znowu wspólnego wyjścia, wyjścia we dwoje do teatru ani do opery czy kina nie będzie. Tacy jacyś dziwni jesteśmy.
                   Jutro bierzemy rowery i każdy piesek do swojego koszyczka wskakuje, ruszamy na Stary Rynek na festiwal gitar a potem nad Wartę.

Tykwa

Wiosną wpadłam na pomysł wychodowania  tykwy. Niestety nie mam ogrodu a i nasiona kupiłam zbyt późno bo już nie było czasu na wysiew w pojemniku a następnie na wysadzenie rozsady na miejsce stałe no i zapadła decyzja na wysiew bezpośrednio do gruntu na działce koleżanki i w ogrodzie siostry męża.
Są tylko dwa owoce i to w ogrodzie szwagierki. Na działce koleżanki roślina nawet jednego metra wysokości nie osiągnęła. Kwitnie no ale za miesiąc już powinien następować zbiór i nic już z tego nie będzie.
To maleńki owoc z początku lipca 2013 roku

To już sporych rozmiarów moje ukochane tykwy. Zdjęcie wykonałam pod koniec sierpnia 2013 roku.
Oby tylko przetrwały, będą piękne lampiony niczym w restauracjach SFINX. 



Renowacja krzesła z gratowiska

Nasz wyjazd spędziliśmy pracowicie. Krzesło znalezione kilka lat wcześniej na przysłowiowym śmietniku doczekało się wreszcie powrotu do dawnej świetności. Rozebrane na części, oszlifowane i pobejcowane wróciło z nami do domu gdzie zostanie złożone i sklejone. Chętnie pokryłabym je tylko lakierem ale miało zbyt wiele ubytków i mąż solidnie się napracował nad uzupełnianiem ich. Pasowałoby do pokoju a tak pewnie pomaluję je farbą akrylową w kolorze migdał/wanilia, zrobię przecierkę i dopiero będę lakierowała, przetransferuję też grafikę na oparcie. Ale to już zadecydujemy po złożeniu.
Niestety siedzisko jest do wyrzucenia i tutaj już stolarz musi zadziałać. Wtedy ja dopasuję gąbkę i materiał i można siadać.

A oto mebelek szwagierki taka sobie ławka mocno porysowana i  pocięta.
A taką miałam pomocnicę, której małe paluszki dzielnie pomagały przy szlifowaniu, rozkręcaniu, skręcaniu i też przy bejcowaniu. Potraktowałam to jak najwspanialszą zabawę i Anusia była bardzo zadowolona.                    
Ławeczkę zabrałam do domu i tutaj tak oczyszczoną będę lakierowała. Przy następnej okazji odwieziemy gotową.


Psiaki nasze kochane

Witam kochani. Już trzy dni jak mnie tutaj nie było a minęły jakby to było wczoraj, coś za szybko ten czas leci. Wyjechaliśmy z mężem i naszą dwu psią sforą poza Poznań. Spędziliśmy całe dwa dni na wolnym powietrzu. Od samego rana do wieczora. Wielka szkoda, że nas na to nie stać żeby tak mieszkać, to byłoby cudowne życie. Wróciliśmy wczoraj wieczorem a nasze psiaki ciągle jeszcze śpią, wypoczywają, wymęczone są ciągłym bieganiem na dworze, obszczekiwaniem wszystkiego co się ruszało.  Łączyły się też ze szczekaniem dochodzącym z różnych zagród bliższych i dalszych, ale to była orkiestra. Popołudniu to już chyba będą wołały na spacerek. Mam zdjęcie Ronniego i Rudej podczas zabawy, których udało mi się razem sfotografować. Wszystkie oprócz Kaji były rozbiegane, rozbawione a widząc aparat to tym bardziej uciekały. Ruda to sunia rasy YORK  została zaadoptowana z tego samego miejsca co nasza Layla, i proszę sobie wyobrazić, poznały się. Razem były tam cztery psy Kaja, Ruda, Layla i Ronnie. Bawiły się wspaniale, nasz rozrabiaka Ronek-Bronek zdziwiony bo do tej pory był najszybszy na tym podwórzu a tutaj nagle coś dziwnego się dzieje,  Ruda - wyższa od niego i zwinniejsza  we wszystkich  gonitwach i zabawach go wyprzedzała. Jego zadziwiona mina i zaciekawiona postawa to najlepsza nagroda. Uwielbiam je obserwować.
 Ruda i zdziwiony Ronnie podczas zabawy.
Zdjęcie powyżej to Kaja - przekarmiony jamnik, który ma problemy z poruszaniem się.
 Niżej to Layla i Ronnie jak się "opalają".To ich dopołudniowe ulubione zajęcie. 
Dziś wylegują się na parapecie okiennym.

Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)

 Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...