Nasz wyjazd spędziliśmy pracowicie. Krzesło znalezione kilka lat wcześniej na przysłowiowym śmietniku doczekało się wreszcie powrotu do dawnej świetności. Rozebrane na części, oszlifowane i pobejcowane wróciło z nami do domu gdzie zostanie złożone i sklejone. Chętnie pokryłabym je tylko lakierem ale miało zbyt wiele ubytków i mąż solidnie się napracował nad uzupełnianiem ich. Pasowałoby do pokoju a tak pewnie pomaluję je farbą akrylową w kolorze migdał/wanilia, zrobię przecierkę i dopiero będę lakierowała, przetransferuję też grafikę na oparcie. Ale to już zadecydujemy po złożeniu.
Niestety siedzisko jest do wyrzucenia i tutaj już stolarz musi zadziałać. Wtedy ja dopasuję gąbkę i materiał i można siadać.
A oto mebelek szwagierki taka sobie ławka mocno porysowana i pocięta.
A taką miałam pomocnicę, której małe paluszki dzielnie pomagały przy szlifowaniu, rozkręcaniu, skręcaniu i też przy bejcowaniu. Potraktowałam to jak najwspanialszą zabawę i Anusia była bardzo zadowolona.
Ławeczkę zabrałam do domu i tutaj tak oczyszczoną będę lakierowała. Przy następnej okazji odwieziemy gotową.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedziny