Te wieszaki również pojechały do Włoch
24 sierpnia 2013
Taca i wieszaki decoupage
Przedstawiam drugą tacę i wieszaki które pojechały do Włoch. Tacę i wieszaki ozdobiłam ją metodą serwetkową. Serwetka na tacy miała fakturę tkaniny i ja pobawiłam się pędzlem i lakierem tak, że też uzyskałam efekt tkaniny. Splot zupełnie jak w szarym płótnie. Niesamowity efekt.
Lusowo BLusowo
Pędzę przygotować obiad dla męża i siebie i "źwierzynę" do wyjścia. Jedziemy dziś do Lusowa na BLusowo.Tam też odwiedzimy cmentarz i grób rodziny mojego męża, posprzątamy, zapalimy znicze i potem już muzycznie i BLusowo.
Oczywiście
nasi nieodłączni towarzysze z nami. Pierwotny projekt był taki, że
dokupimy Ronowi towarzyszkę i będą zostawać w domu ale teraz, kiedy już
jest towarzyszka to tak jakoś nie możemy a raczej nie potrafimy i nie chcemy ich zostawić, wszędzie je ze sobą zabieramy. I znowu wspólnego wyjścia, wyjścia we dwoje do teatru ani do opery czy kina nie będzie. Tacy jacyś dziwni jesteśmy.
Jutro bierzemy rowery i każdy piesek do swojego koszyczka wskakuje, ruszamy na Stary Rynek na festiwal gitar a potem nad Wartę.
Tykwa
Wiosną wpadłam na pomysł wychodowania tykwy. Niestety nie mam ogrodu a i nasiona kupiłam zbyt późno bo już nie było czasu na wysiew w pojemniku a następnie na wysadzenie rozsady na miejsce stałe no i zapadła decyzja na wysiew bezpośrednio do gruntu na działce koleżanki i w ogrodzie siostry męża.
Są tylko dwa owoce i to w ogrodzie szwagierki. Na działce koleżanki roślina nawet jednego metra wysokości nie osiągnęła. Kwitnie no ale za miesiąc już powinien następować zbiór i nic już z tego nie będzie.
Są tylko dwa owoce i to w ogrodzie szwagierki. Na działce koleżanki roślina nawet jednego metra wysokości nie osiągnęła. Kwitnie no ale za miesiąc już powinien następować zbiór i nic już z tego nie będzie.
To maleńki owoc z początku lipca 2013 roku
To już sporych rozmiarów moje ukochane tykwy. Zdjęcie wykonałam pod koniec sierpnia 2013 roku.
Oby tylko przetrwały, będą piękne lampiony niczym w restauracjach SFINX.
Renowacja krzesła z gratowiska
Nasz wyjazd spędziliśmy pracowicie. Krzesło znalezione kilka lat wcześniej na przysłowiowym śmietniku doczekało się wreszcie powrotu do dawnej świetności. Rozebrane na części, oszlifowane i pobejcowane wróciło z nami do domu gdzie zostanie złożone i sklejone. Chętnie pokryłabym je tylko lakierem ale miało zbyt wiele ubytków i mąż solidnie się napracował nad uzupełnianiem ich. Pasowałoby do pokoju a tak pewnie pomaluję je farbą akrylową w kolorze migdał/wanilia, zrobię przecierkę i dopiero będę lakierowała, przetransferuję też grafikę na oparcie. Ale to już zadecydujemy po złożeniu.
Niestety siedzisko jest do wyrzucenia i tutaj już stolarz musi zadziałać. Wtedy ja dopasuję gąbkę i materiał i można siadać.
A oto mebelek szwagierki taka sobie ławka mocno porysowana i pocięta.
A taką miałam pomocnicę, której małe paluszki dzielnie pomagały przy szlifowaniu, rozkręcaniu, skręcaniu i też przy bejcowaniu. Potraktowałam to jak najwspanialszą zabawę i Anusia była bardzo zadowolona.
Ławeczkę zabrałam do domu i tutaj tak oczyszczoną będę lakierowała. Przy następnej okazji odwieziemy gotową.
Psiaki nasze kochane
Witam kochani. Już trzy dni jak mnie tutaj nie było a minęły jakby to było wczoraj, coś za szybko ten czas leci. Wyjechaliśmy z mężem i naszą dwu psią sforą poza Poznań. Spędziliśmy całe dwa dni na wolnym powietrzu. Od samego rana do wieczora. Wielka szkoda, że nas na to nie stać żeby tak mieszkać, to byłoby cudowne życie. Wróciliśmy wczoraj wieczorem a nasze psiaki ciągle jeszcze śpią, wypoczywają, wymęczone są ciągłym bieganiem na dworze, obszczekiwaniem wszystkiego co się ruszało. Łączyły się też ze szczekaniem dochodzącym z różnych zagród bliższych i dalszych, ale to była orkiestra. Popołudniu to już chyba będą wołały na spacerek. Mam zdjęcie Ronniego i Rudej podczas zabawy, których udało mi się razem sfotografować. Wszystkie oprócz Kaji były rozbiegane, rozbawione a widząc aparat to tym bardziej uciekały. Ruda to sunia rasy YORK została zaadoptowana z tego samego miejsca co nasza Layla, i proszę sobie wyobrazić, poznały się. Razem były tam cztery psy Kaja, Ruda, Layla i Ronnie. Bawiły się wspaniale, nasz rozrabiaka Ronek-Bronek zdziwiony bo do tej pory był najszybszy na tym podwórzu a tutaj nagle coś dziwnego się dzieje, Ruda - wyższa od niego i zwinniejsza we wszystkich gonitwach i zabawach go wyprzedzała. Jego zadziwiona mina i zaciekawiona postawa to najlepsza nagroda. Uwielbiam je obserwować.
Ruda i zdziwiony Ronnie podczas zabawy.
Zdjęcie powyżej to Kaja - przekarmiony jamnik, który ma problemy z poruszaniem się.
Niżej to Layla i Ronnie jak się "opalają".To ich dopołudniowe ulubione zajęcie.
Dziś wylegują się na parapecie okiennym.
21 sierpnia 2013
Koszyczek.
Właśnie skończyłam.
Koszyczek jest przeznaczony na stół działkowy do pieczywa.
Dziś z rana uszyłam nowe pokrowce na poduchy leżące na kuchennych krzesłach. Materiał stary ale w moich ulubionych pastelowych kolorach. Na białych krzesłach prezentuje się świetnie. Tak nawiasem mówiąc i nawiasem myśląc to krzesła i taboret też wymagają odnowienia. Nawet mam już kolor wymyślony tylko czasu nie mogę wymyślić.
Ronnie i Layla do południa lubią przebywać w kuchni w której jest dużo słońca. Tutaj opalają się jeszcze na starych poduchach. Popołudnie spędzają na parapecie okiennym w pokoju bo tam jest słońce.
Jutro jedziemy do męża siostry wybiegać psiaki jak ja to nazywam. Bardzo duże podwórze, dobrze ogrodzone gdzie mogą bezpiecznie biegać bez możliwości wyjścia a my jesteśmy spokojni. Ronek Bronek poszaleje sobie. W Poznaniu niestety nie puszczamy ich wolno, spacerują na uwięzi. Szkoda, że my tak nie mieszkamy.
20 sierpnia 2013
Koszyczek do pieczywa.
Tacki i wieszaki do ubrań już są w Mediolanie, dziś pojechały a właściwie poleciały. Ciekawe czy się podobają. Dowiem się za kilkanaście dni.
Zabrałam się za (odłożony na szczęście nie do lamusa jak inne przedmioty) koszyczek do pieczywa, podkład już jest, motywy wybrane to mogę naklejać i laaaaaaaaaaakierować i kończyć.
Mam już nowe pomysły a czasu i miejsca na stole mało. Chyba zacznę zapisywać te moje wykiełkowania w głowie.
Dziś z braku motywu do transferu ubrałam słoiczki z przecierem pomidorowym w ...... nie wiem jak to nazwać, czepeczki, kapturki z firany? Szukam jakiejś grafiki do udekorowanie nakrętek na słoikach z przetworami, chciałbym coś okrągłego bez napisów. Sama nie potrafię stworzyć, raczej jest do tego potrzebne jakieś oprogramowanie a ja takowego nie mam.
Może ktoś podpowie jak albo gdzie..........................?
Zabrałam się za (odłożony na szczęście nie do lamusa jak inne przedmioty) koszyczek do pieczywa, podkład już jest, motywy wybrane to mogę naklejać i laaaaaaaaaaakierować i kończyć.
Mam już nowe pomysły a czasu i miejsca na stole mało. Chyba zacznę zapisywać te moje wykiełkowania w głowie.
Dziś z braku motywu do transferu ubrałam słoiczki z przecierem pomidorowym w ...... nie wiem jak to nazwać, czepeczki, kapturki z firany? Szukam jakiejś grafiki do udekorowanie nakrętek na słoikach z przetworami, chciałbym coś okrągłego bez napisów. Sama nie potrafię stworzyć, raczej jest do tego potrzebne jakieś oprogramowanie a ja takowego nie mam.
Może ktoś podpowie jak albo gdzie..........................?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)
Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...
-
Po latach może czterdziestu zrobilam coś dużo większego niz czapki, szale mitenki itp. Zrobilam ze 100% bawelny Drops Muskat. M...
-
We wrześniu 2020 roku przygarnelam dwa czterotygodniowe kociaki i tak mnie zainspirowaly, że zrobiłam ich ju...
-
Oto mój najnowszy nabytek. A to część wykonanych na obręczach ocieplaczy na głowę, szyję i dłonie. Na razie tutaj tylko najpro...











