21 grudnia 2014
15 grudnia 2014
Stempelki - alfabet
Witam serdecznie wszystkich.
Buszując po ulubionych blogach natknęłam się u
ISZART z deco-szuflada.blogspot.com
na etykiety prezentowe do pobrania i dalszego wykorzystania.
Skorzystałam z tego skwapliwie no i problem - będą potrzebne stempelki z literkami bo opisane ręcznie jakoś mi nie odpowiadały.
Nadal nogę bandażuję i nadal butów nie mogę włożyć tym samym nie wychodzę z domu a więc zajrzałam do internetu jednak tutaj chyba przedświąteczna gorączka prezentowa spowodowała braki w e-sklepach i trzeba czekać.
I co tu zrobić kiedy ja potrzebuję już dziś od razu a najlepiej na wczoraj.
Myślałam i myślałam i przypomniałam sobie, że jeszcze w szkole podstawowej a to było ze czterdzieści parę lat temu robiliśmy pieczątki z gumki do mazania albo linoryt do odbijania w kawałkach linoleum. No ale ja w domu nie mam tylu gumek i ani kawałka linoleum.
Zajrzałam do jednej z szuflad i wpadł mi w ręce i to dosłownie całkiem przypadkiem kawałeczek pianki ozdobnej i olśniło mnie. Wzięłam szablon i odrysowałam z literki i cyferki. Starczyło tylko na duże litery, które po wycięciu przyklejałam klejem Magic do nakrętek po napojach.
I mam swój alfabet, dopóki nie dotrze przesyłka to już coś porobię. Jeszcze wpadłam na pomysł - zrobię sobie pieczęć z logo.
Tutaj efekt końcowy może tak niezupełnie bo jeszcze klej nie wysechł ale stemple już stemplują.
Oczywiście próby już były i całkiem nieźle wychodzi.
Pozdrawiam wszystkich i proszę o komentarze a może jakieś pytania
09 grudnia 2014
Śnieżynki i trochę wspomnień z lat dzieciństwa.
Witam serdecznie.
Tyle w ostatnich dniach oglądałam i podziwiałam dekoracji szydełkowych,
że mnie też w końcu wzięło, zaczęłam produkcję śnieżynek.
Oto kilka już wysuszonych i utwardzonych.
A oto mój sposób usztywniania.
Płytę styropianu obłożyłam białym płótnem i mocowałam szpilkami, zabrałam takie z metalowymi łebkami no i naszły mnie wspomnienia z tym związane.
Kiedy byłam dzieckiem też formowaliśmy firany, serwety, obrusy, narzuty a nazywało się to szpanowaniem. Niektórzy mieli takie specjalne ramy drewniane z haczykami ale to najczęściej do dużych wyrobów tj do firan, kap czyli narzut na łóżka, itp.
U mnie w domu były tylko serwety i obrusy szydełkowe oraz robione na drutach i dlatego mieliśmy taki swój sposób szpanowania.
Na uprzednio wytrzepanym i wyczyszczonym na mokro a potem przesuszonym dywanie mama rozkładała prześcieradła i arkusze białego papieru i wtedy upinaliśmy szpilkami, setkami szpilek z metalowymi łebkami, które przy takiej ilości i twardym podłożu bo przecież podłoga była pod dywanem kaleczyły opuszki palców.
Co to była za ciężka i mozolna praca, na kolanach, powoli i dokładnie z zachowaniem równych odległości.
Na czas suszenia ten pokój był niedostępny dla dzieci a trwało to kilka lub kilkanaście dni bo nawet w piecu nie rozpalali, żeby nie zabrudzić z takim trudem wypranych i potem już wiemy co........
Ojej, były to ciężkie przygotowania, działo się wtedy tak dużo i to już cały grudzień dzień po dniu.
Ot i moje wspominki.
A te dwie nie są jeszcze wyprane i usztywnione. Pokazałam tak jak zeszły z szydełka.
Na moim styropianowym blacie "szpanuję" następną porcję oczywiście krochmalem.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających.
08 grudnia 2014
Żylaki a raczej ich brak.
Dokładnie dzisiaj minął tydzień od operacji, usunięto mi żylaki lewego podudzia. Już następnego dnia zostałam wypisana ze szpitala i tak w domu trwa moja dalsza rekonwalescencja.
Mogę sobie chwilę postać, posiedzieć, pospacerować po domu natomiast częste leżenie i siedzenie z nogą w górze bardzo wskazane no i do tego ciągła gimnastyka.
Tak właśnie sobie spędzam całe dni w tym pracowitym okresie przedświątecznym, leniwie i wypoczynkowo.
Za trzy dni kolejna wizyta u chirurga i wyjęcie szwów chociaż nie wiem czy wszystkich.
Nie żałuję swojej decyzji pomimo, że noga wygląda okropnie, miejsca największych cięć bolą a oprócz opuchlizny, śladów po cięciach i wystających szwów to trzeba jeszcze bandażować co nie bardzo mi wychodzi przez te moje problemy z kręgosłupem.
Noga nabrała też cudownych kolorów, iście jesiennych barw.
Codziennie podczas zmiany opatrunku robię zdjęcia i zauważyłam zmiany, brakuje poplątanych i grubych powrozów jak to lekarz powiedział widowiskowych żylaków.
Ciekawe czy i kiedy powrócą bo przecież tak wszyscy prorokują.
26 listopada 2014
Szycie i nie tylko.
Ciemno rano, ciemno w południe i popołudniu też. Zimno, ponuro i wilgotno, gdzie to nasze kochane słoneczko się ukryło i kiedy wreszcie pokaże swoją twarzyczkę.
Dziś zadzwoniłam do szpitala aby potwierdzić termin przyjęcia.
Potwierdzili, przyklepali i już. Wczesnym rankiem w niedzielę ruszę na wybory a potem zamelduję się w szpitalu. Podobno tylko trzy dni tam pobędę. W niedzielę zrobią badania, w poniedziałek zabieg usunięcia żylaków a we wtorek do domciu.
Może nareszcie założę spódnicę? Tyle lat, całe życie w spodniach.
Mój mąż znowu zostaje sam z pieskami. Auuuuuu! Ja już za nimi tęsknię.
A tak w ogóle to wreszcie pozbierałam i przygotowałam do wydania różne pierdutka.
Zrobiłam kilka zdjęć, ale kiepski ze mnie fotograf i do tego panująca od dłuższego czasu w Poznaniu noc polarna utrudniła fotkowanie.
Pierdutka celowo nie są wykończone, zrobią to dzieciaki same.
Poduszeczki zapachowe
Buty św. Mikołaja
Sople
Serducha
Laski
Gwiazdki
Zawieszki z masy solnej
Renifer Rudolf.
Malowany makaron i kokardki do zdobienia.
Z butelek pet można zrobić gwiazdy.
Koła papierowe do wyklejania obrazów na kartkach.
19 listopada 2014
Woreczki bawełniane.
Wzięło mnie na szycie.
Uszyłam dwie kolejne bluzy a po nich lniane woreczki z przeznaczeniem do przechowywania grzybków suszonych lub innych skarbów.
Podkładki i tace czekają w kolejce. Pewnie jutro będę wykańczać.
Ostatnie dwa tygodnie wypychałam zawieszki na choinkę. Dziś skończyłam, zaszyłam a teraz pozostało ozdabianie. Mogę już lakierować, żadne kłaczki się nie przylepią.
29 października 2014
Zimno mi. Brrrr
Dopadł nas ziąb a właściwie to chyba tylko mnie. Trzęsę się jak liść osiki,
stałam się zmarzluchem i to nie byle jakim.
Do tej pory nie miałam z tym problemu, nie było mi zimno jesienią, nawet mrozy nie były takie straszne.
Do tej pory nie miałam z tym problemu, nie było mi zimno jesienią, nawet mrozy nie były takie straszne.
W domu mamy chłodno, za słabo dociepliliśmy nasze poddasze no i nie możemy dogrzać mieszkania, rachunki za ogrzewanie nas zżerają. Ot i czeka inwestycja. Trzeba zgromadzić materiały i wiosną zakasać rękawy jeszcze wyżej niż mam teraz zakasane i do roboty - ocieplanie i malowanie.
A to kilka moich ostatnich wyrobów.
A to kilka moich ostatnich wyrobów.
Było ich dużo więcej, podkładki pod kubki też ale jak zwykle nie zdążyłam zrobić zdjęć zanim wyszły z domu. Ciągle mam ten sam problem życiowy - za mało czasu.
Jak to zmienić?
.........................
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)
Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...
-
Po latach może czterdziestu zrobilam coś dużo większego niz czapki, szale mitenki itp. Zrobilam ze 100% bawelny Drops Muskat. M...
-
We wrześniu 2020 roku przygarnelam dwa czterotygodniowe kociaki i tak mnie zainspirowaly, że zrobiłam ich ju...
-
Oto mój najnowszy nabytek. A to część wykonanych na obręczach ocieplaczy na głowę, szyję i dłonie. Na razie tutaj tylko najpro...




























