31 stycznia 2014

Wróciłam i jestem.


Witam wszystkich serdecznie i gorąco w ten jakże mroźnie wietrzny wieczór. 
Wróciłam przedwczoraj ale dopiero dziś mogę trochę tutaj posiedzieć, popisać, poczytać i poszperać w blogach, które mnie inspirują.
To tylko i aż miesiąc. Tylko do rehabilitacji a aż to do niebycia w domu. 
Stęskniłam się za wszystkimi i wszystkim, za moim kątem i robótkami.
Przebywałam na leczeniu w urokliwym pałacyku, wśród cudownych rehabilitantów,
wspaniałych lekarzy i pielęgniarzy i innych osób tam przebywających na leczeniu.


Tak wygląda dziś.

 A to jest zdjęcie jeszcze z czasów dawnej świetności.

Tutaj w dziupli siedzi sobie sowa i monitoruje nasz każdy krok.
Podczas pobytu w szpitalu bardzo dużo i sumiennie ćwiczyłam, dużo też chodziłam z kijkami co mi się bardzo spodobało.
Dostałam kije w prezencie od córki i już wczoraj po powrocie do domu pomaszerowałam ponad 6 km. Wiatr, mróz i oblodzenie chodników nie było moim sprzymierzeńcem, utrudniało mi chodzenie ale dałam radę. Nie mogę zaniedbać tego co tam osiągnęłam.

Wieczorami w szpitalu trochę robotkowałam.
 Odkryłam coś dla mnie nowego - widełki.
Włóczka z której robiłam ma chyba ze 40 lat.
Do nauki była dobra.
 Etykieta włóczki z której wykonałam szal.
 A tak wygląda połączenie poszczególnych elementów.
Te sznury wykonałam tj, uplotłam na palcach. 
Ciekawa dekoracja na szyję.
Szydełkiem wykonałam etui na sztućce (już na następny wyjazd do sanatorium).

A tutaj podkładki które wcięło w poprzednim poście.
tak niewiele bo gdzieś zdjątka zaginęły.



Od córci dostałam piękny kalendarz pełen złotych słów, głębokich przemyśleń.
Przemawia do mnie, inspiruje mnie.
 A to słodziak Bobuś, Bobik, Bobeczek, Bob. Akurat miał roczek 27 stycznia.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny

Zdążyłam bo idzie lato (w połowie sierpnia)

 Witam w ten piekny słoneczny ranek. Dzisiaj zaprezentuję moje dwie letnie bluzeczki zrobione jeszcze poźną wiosną. Teraz dopiero pochowałam...