Witam wszystkich serdecznie i gorąco w ten jakże mroźnie wietrzny wieczór.
Wróciłam przedwczoraj ale dopiero dziś mogę trochę tutaj posiedzieć, popisać, poczytać i poszperać w blogach, które mnie inspirują.
To tylko i aż miesiąc. Tylko do rehabilitacji a aż to do niebycia w domu.
Stęskniłam się za wszystkimi i wszystkim, za moim kątem i robótkami.
Przebywałam na leczeniu w urokliwym pałacyku, wśród cudownych rehabilitantów,
wspaniałych lekarzy i pielęgniarzy i innych osób tam przebywających na leczeniu.
wspaniałych lekarzy i pielęgniarzy i innych osób tam przebywających na leczeniu.
Tak wygląda dziś.
A to jest zdjęcie jeszcze z czasów dawnej świetności.
Tutaj w dziupli siedzi sobie sowa i monitoruje nasz każdy krok.
Podczas pobytu w szpitalu bardzo dużo i sumiennie ćwiczyłam, dużo też chodziłam z kijkami co mi się bardzo spodobało.
Dostałam kije w prezencie od córki i już wczoraj po powrocie do domu pomaszerowałam ponad 6 km. Wiatr, mróz i oblodzenie chodników nie było moim sprzymierzeńcem, utrudniało mi chodzenie ale dałam radę. Nie mogę zaniedbać tego co tam osiągnęłam.
Wieczorami w szpitalu trochę robotkowałam.
Odkryłam coś dla mnie nowego - widełki.
Włóczka z której robiłam ma chyba ze 40 lat.
Do nauki była dobra.
Etykieta włóczki z której wykonałam szal.
A tak wygląda połączenie poszczególnych elementów.
Te sznury wykonałam tj, uplotłam na palcach.
Ciekawa dekoracja na szyję.
Szydełkiem wykonałam etui na sztućce (już na następny wyjazd do sanatorium).
A tutaj podkładki które wcięło w poprzednim poście.
tak niewiele bo gdzieś zdjątka zaginęły.
Od córci dostałam piękny kalendarz pełen złotych słów, głębokich przemyśleń.
Przemawia do mnie, inspiruje mnie.
A to słodziak Bobuś, Bobik, Bobeczek, Bob. Akurat miał roczek 27 stycznia.
Tutaj w dziupli siedzi sobie sowa i monitoruje nasz każdy krok.
Podczas pobytu w szpitalu bardzo dużo i sumiennie ćwiczyłam, dużo też chodziłam z kijkami co mi się bardzo spodobało.
Dostałam kije w prezencie od córki i już wczoraj po powrocie do domu pomaszerowałam ponad 6 km. Wiatr, mróz i oblodzenie chodników nie było moim sprzymierzeńcem, utrudniało mi chodzenie ale dałam radę. Nie mogę zaniedbać tego co tam osiągnęłam.
Wieczorami w szpitalu trochę robotkowałam.
Odkryłam coś dla mnie nowego - widełki.
Włóczka z której robiłam ma chyba ze 40 lat.
Do nauki była dobra.
Etykieta włóczki z której wykonałam szal.
A tak wygląda połączenie poszczególnych elementów.
Te sznury wykonałam tj, uplotłam na palcach.
Ciekawa dekoracja na szyję.
Szydełkiem wykonałam etui na sztućce (już na następny wyjazd do sanatorium).
A tutaj podkładki które wcięło w poprzednim poście.
tak niewiele bo gdzieś zdjątka zaginęły.
Od córci dostałam piękny kalendarz pełen złotych słów, głębokich przemyśleń.
Przemawia do mnie, inspiruje mnie.
A to słodziak Bobuś, Bobik, Bobeczek, Bob. Akurat miał roczek 27 stycznia.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedziny