Deszczowo, szaro, mgliście powitał nas listopad tak właściwie listopadowo.
Dziś z rana piękne słoneczko nam świeciło a w południe zaczęło lać jak z cebra. Mąż wybrał się na przejażdżkę rowerową a przy okazji ze zniczami na cmentarz na Miłostowie i wrócił przemoczony.
Ja dość sporo od samego rana zrobiłam w kuchni. Zapiekana papryka i kalafior marynowany w roli głównej. Zmęczona przysiadłam do mojego stołu robotkowego i sobie troszkę robotkuję.
Dawno, dawno temu kiedy było ciepło i jasno na dworze wymyśliłam stojak do biżuterii ze starej tarki do jarzyn. Wymalowałam go brzydko pachnącą farbą antykorozyjną a dalej już szło bezwonnie. Na razie podmalowałam akrylami, obkleiłam serwetką a teraz myślę jeszcze podkleić filcem, może dodać jakąś kokardę lub coś czego jeszcze nie wymyśliłam. A może ktoś z Was moi mili pomoże, podpowie.
Jest to wersja robocza to i zdjęcie w roboczym miejscu zrobiłam.
No i co? Jak to widzicie? Oczywiście stojak jak widzicie a nie miejscowy bałagan.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedziny