W moich pudłach i worach zalega dużo cienkiej włóczki takiej sprzed kilkudziesięciu lat.
Jak mam więcej motków to wtedy robię na obręczy lub składaku z kilku nitek, ale mam też wiele kłębuszków i co z tego zrobić, ja taka oszczędna i nie wyrzucę, pozostaje mi szydełko, którym kwiatki i inne pierdki robię. Ale to o wiele, za mało.
Szukałam i znalazłam. Zainteresowałam się robótkami Kasi z grupy na FB. Kasia robi sowy i mają korpusy na obręczach zrobione. Zaiskrzyło w mojej głowie i ......
Kasia podpowiedziała jak samemu zrobić takiego cudoka i mam i działam i całkiem dobrze się na tym robi. Cienka włóczka powoli znika i zwalnia miejsce a ja może w końcu z czegoś nowego porobię.
To dzierganie przypomniało mi jak to w szkole robiliśmy sznurki. W drewniane szpulki po niciach wbijaliśmy gwoździki a zbieraliśmy nitkę szydełkiem i sznurek gotowy.
Dużo trudniejsza praca to była, włóczka haczyła się na łebkach od gwoździ a i szydełko też utrudniało.
Teraz mam i robię koty. Mam już dużo części w różnych kolorach, jeszcze nie wykończonych. Ten jeden czerwony tylko dumnie się prezentuje a z żółtego ( zapewniam, że to kolor żółty będzie pszczółka Maja dla Maji).